czwartek, 5 marca 2015

Brak sił

Łagodna zima sprzyja treningom rowerowym. Wybrałem się dziś na taki. W trakcie odbieram telefon od Filipa. Prawie iPhone wypadł mi z ręki, kiedy usłyszałem, że nowy wałek niczym nie różni się od założonego w silniku. Owszem, numery nabite na wałkach są różne ale pomiary krzywek  potwierdzają, że niczym nie się od siebie nie różnią. Zdjął mnie tą informacją. I znowu piramida planów, wizji marzeń zniknęła. Nogi mi się ugięły i poczułem bezradność.
Nie chodzi mi o sam fakt, że auto nie będzie teraz naprawione. A może w ogóle nie będzie?
Chodzi mi o to, że od jakiegoś czasu miotam się z myślami o słuszności decyzji zakupu tego samochodu. Czy nie był to przebłysk mojej fanaberii, nieodpowiedzialnej decyzji, dziecinnego podejścia.
W końcu kupiliśmy samochód, który miał dawać nam frajdę i być naszym kawałkiem Ameryki tutaj w Polsce. Wiadomo, znalazłem go tanio i wiedziałem, że trzeba będzie w niego włożyć trochę czasu i pieniędzy. Ale okazuje się, że od momentu kupna mija 3 miesiąc a my nim w ogóle nie możemy jeździć. Aż taka wtopa?
Kate w gruncie rzeczy ma rację mówiąc, że jakbym nie kupił go to też byłoby źle, bo ciągle bym marudził, że pewnie ktoś kupił go, wykorzystując okazję i się cieszy jeżdżąc nim.
A może go sprzedać jako złom?
W próby oddania go Piotrowi jako towaru niezgodnego z umową nie wchodzą w grę. Po pierwsze nie obędzie się bez sądu, zwłaszcza że kupując miałem świadomość o stanie technicznym. Po drugie, nawet jak wygramy batalię w sądzie (ciekawe ile czasu, pieniędzy i nerwów na to stracimy) i będzie musiał nam zwrócić za auto, to odda tyle ile na umowie a tam zaniżyliśmy kwotę zakupu. Do tego dochodzą poniesione już nakłady na rozrząd, wałek itd. Ładnych kilka tysięcy bylibyśmy stratni.
Stąd ta moja bezradność. Nie wiem co robić? Muszę wszystko sobie przemyśleć



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz