83623 km
9.00 rano. Wyjeżdżamy do Torunia. Kasia musi zdążyć na pociąg po 10ej. Pogoda nieciekawa. Pada.
W połowie drogi zamieniamy się z Kate miejscami. Kasia chce poprowadzić i super jej to idzie.
Kate zostawiłem na dworcu i pojechałem do serwisu na wymianę oleju. Muszę pochwalić profesjonalny warsztat rodzinny, który ktoś mi polecił. Widać, że znają się na tym co robią.
Zadowolony wracam do domu. Po drodze łapie mnie ulewa.
Przed odstawieniem auta, postanawiam jeszcze podjechać na myjnię bezdotykową. Przestało padać i warto byłoby mieć auto czyste na święta.
Zaniepokoiło mnie, że samochód odpalił z trudem. Obstawiam, że to przez panujące warunki pogodowe.
Zajechałem do siostry, wjechałem pod wiatę. Stwierdziłem, że zaparkowałem zbyt krzywo i muszę poprawić. Odpalam silnik, tzn próbuję a tu nic. Rozrusznik kręci ale silnik nie chce zaskoczyć. Po czwartej próbie odpuściłem. To pewnie przez tą wodę, przy przejazdach przez głębokie kałuże. Silnik jest jeszcze ciepły, pomoże to odparować wilgoć, tak sobie pomyślałem. Spróbuję za jakiś czas.
Po 3 godzinach niepewne drugie podejście. Dalej nie odpala! Co jest?! Dzwonię do Kate by powiedzieć jej o sytuacji. Kasia mnie uspokaja ale wewnętrznie nie czuję się spokojniejszy. Wieczorem jeszcze jedno podejście. Silnik dalej nie chce zaskoczyć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz